A co jeśli zdobędziesz szczyt?

Był już czwarty dzień, kiedy człowiek wspinał się samotnie pod górę, zerkając co rusz na widniejący przed sobą odległy szczyt. Minął już połowę drogi, ścieżka zaczęła być coraz bardziej stroma, wyboista i biec pośród większych i mniejszych kamieni, zaś sama wspinaczka wymagała coraz większej siły i wytrzymałości, zwłaszcza że na tej wysokości powietrze było coraz bardziej rozrzedzone, a tlenu coraz mniej. Człowiek czuł coraz większą presję i konieczność walki z samotnością, narastającą trudnością swobodnego oddychania, zmęczeniem organizmu... Coraz bardziej zaczęły mu doskwierać trudy wyzwania którego się podjął, do głowy napływało coraz więcej wątpliwości, a serce wypełniało wahanie. Piątego dnia, na stromej ścieżce pośród tych nieprzyjaznych krajobrazów spotkał schodzącego od strony szczytu starca. Mędrzec podpierał się laską, szedł niespiesznie z góry, w spokoju i harmonijnie oddychając. Zanim się z nim przywitał, człowiek przyglądał się starcowi w zdumieniu, nie mogąc pojąć, jak w tak słusznym wieku można oprzeć się wymogom przyrody i surowości klimatu, kiedy on sam ledwie stawał krok za krokiem i łapał oddech za oddechem. A starzec powitał człowieka jak dobrego znajomego, jakby czekał na niego na tej właśnie ścieżce. Uśmiechnął się pogodnie i powiedział:

- Wygląda na to, że podjąłeś się sporego wyzwania. Chyba nie jesteś przyzwyczajony, by iść wciąż pod górę, kiedy wiatr wieje w oczy, a kamienie wbijają się w stopy?

– To prawda - odpowiedział człowiek, z trudem łapiąc powietrze.

– Dlaczego więc tu jesteś samotnie na tej wąskiej stromej ścieżce, podczas gdy mógłbyś teraz odpoczywać w wygodnym miejscu, otoczony wygodą i dobrobytem? – zapytał starzec. Człowiek myślał długą chwilę, by znaleźć odpowiedź na pytanie, dlaczego tu jest.

– Od dziecka bałem się wysokości. Kiedy wyruszałem w tą podróż, chciałem wygrać ze strachem, ze swoimi słabościami i samym sobą – odparł po namyśle.

– Hmmm, wygrać z samym sobą... to ciekawe, co mówisz. Kto w takiej sytuacji byłby wygranym, a kto przegranym…?

Człowiek spojrzał ze zdumieniem, jakby nie mogąc pojąć pytania.

– No jak to… gdybym wygrał ze sobą, to ja byłbym wygranym. Ale przegranym… byłbym też ja, ten drugi ja – człowiek zaczął przecierać czoło, jakby szukając tam najgłębszej prawdy – Jak to możliwe…? Starzec uśmiechnął się pod nosem.

– Musiałeś w tą wygraną jednego siebie włożyć dużo sił i trudu, skoro jesteś taki zmęczony, choć za tobą dopiero połowa drogi – odpowiedział mędrzec, nieco wymijająco.

– Jestem bardzo zmęczony i gdybym tylko mógł, zawróciłbym ze szlaku. Ale mi szkoda, bo szczyt mam już w zasięgu wzroku – przytaknął człowiek.

– Otóż mój drogi przyjacielu, mówisz, że wyruszając na szlak chciałeś wygrać ze swoimi słabościami i samym sobą. Ale żeby wygrać trzeba się zmierzyć, a nawet walczyć. A w sprawie walki dwie rzeczy są pewne. Walka wymaga siły, czasu i energii. Po wtóre, walka nie niesie ze sobą nic pozytywnego, pochłania tylko naturalny potencjał i karmi ego. Mimo słabości ciała już chyba wiesz, że nie ma w tobie słabości. Pomyśl jednak, jak wiele mógłbyś zbudować, inwestując w coś dobrego ten czas, energię i moc, które włożyłeś w walkę z samym sobą.

Człowiek widocznie posmutniał.

– To co mówisz, to prawda, choć nigdy tak o tym nie myślałem. Może jednak powinienem zawrócić ze szlaku…? – człowiek przystanął zamyślony.

– Powiem ci jedno. Gdybyś wyruszył w tą podróż bez chęci walki i wygrania ze sobą, całą moc pożytkowałbyś na osiągnięcie celu - i już byłbyś na szczycie, bez zadyszki i problemów z poruszaniem.

– A co, jeśli nie zdobędę szczytu? – zapytał z zawahaniem człowiek.

 – A co, jeśli go zdobędziesz…? – odpowiedział pytaniem mędrzec, odchodząc niespiesznie.

 

„Co będzie, jeśli osiągnę ten cel…?” – myślał intensywnie człowiek.

I zobaczył, jak będzie wyglądał jego świat po zdobyciu szczytu, siódmego dnia. I tak się stało.

 

Autor: Agnieszka Wykrota – Przysiwek vel Sophia di Angelo

 

Doktor | Anioł - Wszelkie prawa zastrzeżone © 2024
Powered by Quick.Cms | Webmaster by Zakładanie stron