Jak miłosierdzie zległo obok bomby

Spotkałam się ostatnio z historią kobiety, w dojrzałym wieku, dość aktywnie zaangażowanej katoliczki, uczestniczącej w wielu uroczystościach kościelnych, z którą jednak każda rozmowa o bieżących wydarzeniach ekonomicznych kończy się jej pomstowaniem i powtarzanymi przez nią słowami: „niech zrzucą bombę na tą Brukselę…” W zestawieniu z jej eleganckimi ubraniami, umalowanymi ustami i krzyżykiem noszonym na piersi takie słowa mogą szokować. I szokują jej rozmówców. Inna historia. Według jednej z moich klientek, każda rozmowa z jej matką o aktualnych życiowych wyzwaniach kończy się awanturą na tle politycznym. Podczas jednej z takich rozmów jadąc z matką samochodem dziewczyna nie wytrzymała napięcia i na środku skrzyżowania zatrzymała samochód i kazała swojej matce wysiadać. Bo według starszej kobiety nieważne są wartości, kiedy jej samej żyje się „jak pączek w maśle”, uznając równocześnie że to zasługa zewnętrznych sił, a nie jej samej.

To, że przy świątecznym stole rodziny kłócą się o politykę, to już wszyscy dawno wiemy. To, jak ogromne podziały wprowadzono odgórnie, to także nie jest tajemnicą. Zaskakiwać może pogłębiający się stopień zmanipulowania społeczeństwa i tego, jak szeroko poddały się temu osoby z różnych środowisk. Ale ten tekst nie jest o polityce, a o wartościach. Historia eleganckiej dojrzałej pani, która w swojej percepcji znajduje miejsce na modlitwę w kościele i życzenia zrzucenia bomby na Brukselę, niezwykle wyraziście mówi o postawie życiowej. Czy ona jest jedna tkwiąca w takiej postawie? Prawdopodobnie dalece nie. Można odnieść wrażenie, że ta kobieta płynie w całej masie papki informacyjnej, która na bazie emocji i manipulacji jest przemycana w różnych treściach serwowanych ludziom. Trudno jednak uwierzyć, że ludzie to biorą jako swoje i są w stanie spierać się o to z najbliższymi sobie ludźmi, i to w dość ostry sposób. Są w stanie spierać się z najukochańszymi ludźmi o honor i wartości odległych polityków, którzy nie znają nazwiska takiej osoby i nawet nie wiedzą, że ona istnieje. I walczą o to często z ludźmi, dla których są najważniejsi na świecie. I oto w sercu osoby, która idzie oddawać cześć miłosiernemu Bogu w kościele, jest miejsce na złorzeczenia, pomstowanie, kłótnie z bliskimi, a nawet życzenia zesłania bomby na Brukselę… Takie słowa padają w kraju, którego znaczną część bomby zrównały z ziemią w trakcie II wojny światowej. W kraju, w którym zrzucane bomby zrównały z ziemią stolicę, w nalotach ginęły tysiące i dziesiątki tysięcy ludzi, a kolejne setki i tysiące żyły w kanałach, w ruinach, na zgliszczach... Takie słowa padają w kraju, którego naród kiedyś wykrwawiał się za swoją Ojczyznę, raz po raz… W kraju, który graniczy z bombardowanymi miastami Ukrainy, gdzie dochodzi do potwornych zbrodni wojennych. Słuchając takich historii, można zadać sobie pytania: Quo vadis, populus Poloniae? Dokąd zmierzasz, narodzie polski…?

Jako redaktorka i dziennikarka miałam okazję współpracować z osobami z każdej grupy społecznej, pomagać bezdomnym, rodzinom pozbawionym prądu, dzieciom śpiącym na łóżkach ustawionych na pustakach, nie mającym łazienki w domu, chorym i opuszczonym. Miałam okazję współpracować z politykami każdego szczebla, celebrytami z pierwszych stron gazet, bywałam wiele razy na Wiejskiej, współpracowałam z prezydentami Polski i pierwszymi damami. Organizowałam akcje pomocowe dla potrzebujących, w które angażowałam z dość dużą łatwością osoby, które wówczas mogły pomóc, także polityków z najwyższego szczebla. Pomagali i wspierali. Nie było barw partyjnych - podmiotem był konkretny człowiek, rodzina w potrzebie, każdy był w stanie zjednoczyć się wokół takiej idei. Nie było opowiadań o miłosierdziu, wierze, a było działanie dla dobra – i nie dla promocji w mediach społecznościowych, bo ich wtedy jeszcze nie było w obecnej formie. Ale i nie było z mojej strony taryfy ulgowej dla żadnego urzędnika lub polityka. Kiedy prezydent miasta chciał zamknąć szkołę z klasami zintegrowanymi dla dzieci ze specjalnymi potrzebami, opublikowałam dane które na moją prośbę przesłano mi z ministerstwa, co zaważyło na ocaleniu tej szkoły. Kiedy jedna z gmin zmagała się z powodzią, a jej włodarz stał bezczynnie i patrzył, opublikowałam to chociaż był ojcem mojego znajomego. Przykłady można mnożyć. Z reguły (subiektywnie) sprawiedliwe podejście do sprawy nie było na rękę tym, którzy zarządzali choć częścią państwowego poletka, ale uczciwość budziła szacunek. Zastanawiam się, gdzie te wartości, wobec których jednoczyliśmy się, gdzie one są teraz? Z jednej strony jako społeczeństwo jesteśmy w stanie zerwać się do dzieła WOŚP lub wsparcia tych, którzy musieli uciekać z Ukrainy, a z drugiej zianie wzajemną złością, żalem, a nawet nienawiścią jest coraz bardziej powszechne. W kraju Jana Pawła II, dla którego niektórzy są gotowi organizować krucjaty, by nawracać innych siłą na uznanie dla świętego, chociaż z tego co mi wiadomo, On takich akcji nie oczekuje, ani nie potrzebuje. A mam tą informację z dobrego źródła.

Historie oparte na symbolicznym obrazie, jak bardzo człowiek może w swojej wewnętrznej przestrzeni położyć chrześcijańskie miłosierdzie obok zsyłanej słowami bomby, są dla mnie szczególnie aktualne, jako że jestem w trakcie przygotowywania autorskich szkoleń dotyczących mądrej budowy relacji. A tu przecież gdzieś u podstaw rzecz się opiera o relacje, z innymi oraz z samym sobą. Filozofowie od tysięcy lat rozprawiają, co leży u podstaw szczęśliwych relacji międzyludzkich i z całej debaty niemal za każdym razem płynie ten sam wniosek, stary zapewne jak ludzka cywilizacja. Zaratustra mówił o niej swoim zwolennikom w Persji już dwa i pół tysiąca lat temu, dwadzieścia cztery wieki temu nauczał o tym w Chinach Konfucjusz; twórca taoizmu Lao-Tse uczył jej swoich uczniów w Dolinie Hań; pięćset lat przed Chrystusem Budda mówił o niej na brzegach świętego Gangesu. Święte księgi hinduizmu wspominały o niej tysiąc lat wcześniej. Sam Jezus mówił o niej pośród skalistych pagórków Judei – i to właśnie Jezus wyraził ją jednym zdaniem, które jest być może najważniejszą zasadą na świecie: „Czyń innym tak, jakbyś chciał, by czynili tobie…” To zmienia perspektywę, prawda? Jeśli pomyślisz, czy chciałbyś być potraktowany w sposób, w jaki przed chwilą potraktowałeś innego człowieka. Kiedy wyobrazisz sobie, poczujesz lub zrozumiesz, co drugi człowiek może czuć w sytuacji, w której się znajduje, stawiając się niejako w jego miejscu… Niby proste, ale jakże rzadko osiągalne. Budda powiedział kiedyś: „Nienawiści nigdy nie pokonasz nienawiścią, lecz miłością”. W ślad za tym idą badania, pokazujące że w dziewięciu przypadkach na dziesięć spór kończy się tym, że każda ze stron przekonana jest bardziej niż kiedykolwiek o własnej racji. Trudno bowiem oczekiwać, by dwie osoby w stanie głębokich emocji coś wzajemnie zrozumiały ze swoich argumentów, czy podejścia do świata. Zostało naukowo udowodnione, że przy poziomie pulsu powyżej 95 niewiele słyszymy, niewiele do nas dociera i niczego się nie uczymy. Kobieta opowiadająca o zsyłaniu bomby na Brukselę musiała poświęcić sporo energii i czasu, by wybudować w sobie takie emocje i tak je ugruntować, że doprowadziły one do życzenia krzywdy innym ludziom. Z pewnością nawet jej do głowy nie przyszło, w co pozytywnego mogłaby zainwestować ten czas i energię, i jak wiele zbudować. Może też nie przyszło jej do głowy, czyim interesom służą jej emocje.  A przecież na ziemi suchej lub wypełnionej kwaśną albo zjełczałą ziemią, trudno oczekiwać dorodnych owoców. Złorzeczenia nie zrodzą miłości i nie służą budowie dobra. „Czyń innym tak, jakbyś chciał, by czynili tobie…” Zatem quo vadis, populus Poloniae?

Z błogosławieństwem dla wszystkich

Agnieszka Wykrota – Przysiwek

fot. internet

Dodaj komentarz
Doktor | Anioł - Wszelkie prawa zastrzeżone © 2024
Powered by Quick.Cms | Webmaster by Zakładanie stron